Życie przez wielkie zet z kropką!

To był trudny tydzień dla każdego z zakresów mojego życia. Po pierwsze jak widać znowu przytyłam – waga stoi na 54kg. I w sumie nie mam za to do siebie żadnego żalu. Przez większość dni byłam w takim stresie, że totalnie nic nie jadłam, a jak już miałam na coś ochotę to było to niezwykle kaloryczne. I tak oto ponownie dorobiłam się sadełka. Na siłownię też chodziłam w kratkę, bo albo nie miałam nastroju, albo robiłam coś innego.  Nie wiem czy mój stres jest w ogóle uzasadniony. Najbardziej w sumie martwię się o swój związek. Niby jest taki piękny, wspaniała, głęboka miłość; a z drugiej strony zastanawiam się czy ta osoba jest dla mnie odpowiednia. Ale tutaj jedynie czas pokaże. Ja będę się starać jak zawsze, bo myślę, że on jest tego wart, tylko musi wziąć się w garść… Najlepiej byłoby dla nas, gdybyśmy mogli wyprowadzić się na drugi koniec świata i zacząć normalne życie z dala od innych, hehe. No ale, trzeba korzystać z tych narzędzi, które ma się pod ręką i nie marudzić.

Dzisiaj mamy wtorek 27.11.2012 roku. Postanawiam, że od dziś, od tej godziny, minuty i sekundy, w której piszę te słowa (10:23:25) postanawiam się zmienić. Chcę się zmienić przede wszystkim dla siebie, ale chcę też zmienić się dla swojego faceta. Chcę stworzyć coś wartościowego, chcę stać się człowiekiem, który jest zadowolony ze swojego życia i który może przez nie iść z uniesioną głową mówiąc: ‚Tak, to ja sama to osiągnęłam, swoją pracą i zaangażowaniem!’Nie chcę być szarakiem, nie chcę wieść ’jakiegoś życia’. Chcę, aby moje życie było pełne radości, niespodzianek i miłości! A przede wszystkim chcę żyć dla innych…


Nie lubię rapu ani hip hopu, ale polecam wszystkim piosenkę Bezimiennych pod tytułem Prości ludzie.

‚Trudniej cenić jest człowieka,niż po nim wspomnienia.’ I to jest prawda. Wczoraj wieczorem przyszedł do mnie mój facet. Leżeliśmy - on spał wtulony we mnie, a ja oglądałam film. Pomyślałam sobie wtedy, patrząc na niego i czując jego zapach, że gdybym go straciła, niezależnie w jaki sposób, gdybym już nigdy nie mogła go przytulić, moja dusza bardzo by cierpiała. Piszę to, bo chcę zapamiętać ten moment, chcę pamiętać ile dla mnie znaczy, żeby nie zrobić nigdy głupiego błędu pod wpływam impulsu. Muszę zacząć bardziej doceniać życie i to co mam. Tyle na dziś :)

Dzień dobry

Minęły kolejne dni, w których w zasadzie nic specjalnego się nie działo, ale miałam poczucie oderwania od świata zewnętrznego. O dziwo nawet trochę schudłam, jak widać w tabeli z boku, z tym, że w ostatnich dwóch dniach od niepamiętnych czasów jadłam w McDonald’s. Nie wiem co mnie wzięło na odwiedzenie tych nieszczęsnych fast foodów, do których totalnie nigdy nie zaglądałam. To chyba przez mojego faceta, któremu ostatnio zachciało się cheesburgera. Musiało mi gdzieś to utkwić w podświadomości i teraz mam za swoje. No ale poszłam dwa razy i na tym zakańczam swoje odwiedziny. Szkoda pieniędzy, a już w szczególności zdrowia! Nawet dziś na siłownie nie lecę, bo mam drugi dzień okresu, więc się nie będę z tym wszystkim babrać, pojutrze wrócę na normalne tory, a teraz pozwolę sobie na wegetację. Czwartek jest dniem wolnym dla mnie, więc mogę sobie nawet poleżeć w łóżku ile mam ochotę : )  Do następnego!

Witajcie. Minęło parę dni od mojego ostatniego postu. Powód jest niestety bardzo uzasadniony. Trzy ostatnie dni praktycznie przewróciły całe moje życie do góry nogami. Opiszę to pokrótce, bo rzygać mi się chce na to wszystko. Dwa dni temu wieczorem do domu przyszedł nawalony facet mojej mamy. Moja mama już miała tego dość, darła się na niego, płakała, spakowała wszystkie jego rzeczy i powiedziała, że ma się wynosić. Jej facet zaczął mieć do mnie wąty, wyzywał mnie itd. Ja sobie nie pozwalam w kaszę dmuchać i skończyło się na tym, że wezwałam policję. Przyjechali mundurowi i kazali mu opuścić mieszkanie. Na następny dzień pocieszałam ją i w ogóle, żaliła mi się, mówiła, że mam rację, że dobrze, że to się tak skończyło, że wreszcie będzie miała spokój i tak dalej i tak dalej. I co się kurwa okazało wczoraj? Pojechałam z moim facetem na bierzmowanie co trwało wszystko dosyć długo. Później postanowiliśmy to wszystko uczcić ze znajomymi więc wybraliśmy się do klubu trochę posiedzieć, pogadać, czegoś się napić i zjeść. Tyle co weszłam do klubu napisałam esa do matki, że jestem po bierzmowaniu i teraz z moim facetem poszliśmy na trochę do klubu, a później będziemy wracać do domu, bo nie mieliśmy zamiaru za długo siedzieć. I dostałam o to pięknego sms’a zwrotnego, że jej facet wrócił i chcą ze mną pogadać. Pokazałam wiadomość mojemu chłopakowi, który wściekł się strasznie. On z resztą przewidział, że tak będzie. Tak samo przewidział jeszcze jedną rzecz, że to ja teraz będę tą złą i niedobrą dziewczyną. Oczywiście plan został zmieniony i wróciłam dopiero o 3 w nocy do domu, bo nie miałam zamiaru z nimi gadać. A jakąś godzinę temu rozmawiałam z mojej mamy facetem i wiecie czego się dowiedziałam? Że moja matka NIE WIE W OGÓLE o co była ta cała sytuacja wtedy gdzie to ONA zrobiła zamęt, to ONA płakała i to JA starałam się ją pocieszyć i uspokoić. To JA wysłuchiwałam jej żali. To JA podzieliłam się tym, co sama myślę. I wiecie co? Ona jak zwykle leci do tego debila i powtórzyła mu wszystko, to co ja mówiłam to raz, przeinaczyła część rzeczy na moją niekorzyść to dwa, a trzy to pokazała sytuację w takim świetle, że to JA jestem pierdolonym złem i to ja wszystko rozwalam. Ja, która chciała jej pomóc, bo ją kocha, a raczej kochała. Ja już nie mam matki. Nie myślałam, że kiedykolwiek to powiem, ale taka jest prawda. JA JUŻ NIE MAM MATKI! Nie mam już do niej nawet krzty zaufania. Już nigdy nie będzie mi jej żal, bo z takim chamstwem w żywe oczy się nie spotkałam. Jedyna nadzieja teraz w moim facecie, który powiedział, że mnie tak nie zostawi, że pomyślimy nad tym jak zamieszkać razem, że zrobi wszystko, bylebym mogła wreszcie uwolnić się od tego gówna. On jest jedyną osobą, w której mam wsparcie i która mnie tak prawdziwie i szczerze kocha. Przed chwilą dzwoniłam do jednej instytucji czy mogę uczyć się i pracować w pełnym wymiarze pracy, jeżeli moje mama dostaje wsparcie od rządu i czy po prostu wtedy nie straci kasy, ale widzę, że nie będzie tak łatwo się tego dowiedzieć. Wiem jedno, muszę znaleźć pracę, zacząć zarabiać sama na siebie i wyprowadzić się z mojego domu, bo to nie jest już śmieszne. Nie mam po co w nim żyć, nie mam zamiaru w nim żyć…

Pozytywnie!

Jestem dziś z siebie dumna. Ale po kolei. Wreszcie spotkałam się z moim facetem. Przyszedł do mnie do domu, choć nie za dobrze się czuł. Niestety znowu złapała go choroba. Poleżeliśmy sobie, on trochę pospał. Dobrze jest mieć go przy sobie : ) No ale niestety mieliśmy tylko 1.5 godziny, bo musiał iść do pracy. Od tego leżenia wtedy strasznie się rozleniwiłam. Już myślałam o tym, żeby nie iść na siłownię. Co gorsza myślałam również o tym, żeby pójść do sklepu i kupić sobie moje ulubione chipsy… Na szczęście byłam aż na tyle leniwa, że nie chciało mi się ruszyć do sklepu, jak i też marnować pieniędzy na jedzenie. Stwierdziłam, że zjem sobie coś zdrowego. Jak już się troszkę rozbudziłam, zjadłam, to powróciła mi energia. I poszłam na tą siłownię! : )

Tak więc dzień mogę zaliczyć do udanych. Spaliłam 850kcal także nie jest źle. Prawdą jest, że dziś dużo zjadłam, ale jedzenie było niegroźne, że tak to ujmę. Mianowicie moje menu wyglądało dziś tak:

  • dwa naleśniki
  • 6 sucharków plus z 10 kawałków śledzia w oleju i cebulce
  • makron z brokułami i marchewką na parze, polane wszystko sosem słodko-kwaśnym
  • jajecznica z dwóch jajek, plasterkiem sera żółtego, pomidorem i szczypiorkiem
  • ryż na mleku z truskawkami (180g)

Dużo jedzonka, ale też na szczęście dużo ćwiczenia na siłowni, więc nie mam żadnych wyrzutów sumienia :) Jutro planuję iść na 7 na siłownię, żeby poćwiczyć 2h, późnej na saunę, wziąć prysznic itd. a na 12 do szkoły.

Jestem dumna ze swojej determinacji w dzisiejszym dniu. A teraz życzę dobrej nocy i do usłyszenia. Ciao!

Pora wziąć się do roboty!

Obiecałam sobie, że choćbym miała zdechnąć będę teraz walczyć o idealny wygląd ud, tyłka i brzucha! Jak wiadomo trudno w tych partiach ciała schudnąć, a tym bardziej nabrać wymarzonych kształtów. Ale co mam do stracenia? Nic! Marzy mi się taka sylwetka jak na tych zdjęciach!

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tak więc nie pozostaje nic innego jak wziąć się za siebie i działać. Będzie bardzo ciężko, ale mam nadzieję, że dzięki pisaniu bloga utrzymam motywację. Niedługo zapewne dodam zdjęcie mojego aktualnego wyglądu ciała, żeby jeszcze bardziej spiąć się w sobie. Trzymajcie kciuki!

Witam ponownie :)

Oj, ciężki był dziś dzień, ale jestem z niego usatysfakcjonowana. W domu mnie praktycznie nie było. Pół dnia spędziłam w szkole, później szybko do domu przebrać się i już leciałam na siłownie. Poćwiczyłam niecałe 2h (spalone około 800kcal),  bo nie miałam więcej czasu. Znowu szybciutko do domu wziąć prysznic i już musiałam zbierać się na lekcję włoskiego. I tak dopiero przed godziną 21 zaznałam przyjemności pojawienia się u siebie. A teraz leżę już w łóżeczku, cała szczęśliwa : ). Zastanawiałam się po przyjściu czy nie zjeść sobie 3 naleśników, ale doszłam do wniosku, że skoro nie jestem głodna to po co. Później dostałam propozycję od mamy, że zrobi tosty, ale grzecznie odmówiłam. Nie będę o tej porze jeść takich ciężkostrawnych rzeczy. Jedyny minus dzisiejszego dnia jest taki, że znowu nie było możliwości spotkać się z moim facetem. No ale jutro już powinno nam się udać. Czasami tak sobie myślę, że ‚łatwiej’ byłoby mieć chłopaka w swoim wieku, bo mielibyśmy podobnie rozłożone zajęcia. A tak to ja mam zajęty dzień, a on pracuje na nocki, więc spotykamy się wtedy jak nam szczęście dopisze. Nie narzekam zbytnio co prawda, ale wiadomo jak to z miłością bywa – dasz palec, a chce się całą rękę. Przekładając na logiczniejszą wypowiedź – niezależnie ile czasu razem się spędza, zawsze będzie mało. Ja tak mam, że jak się nie widzimy przez parę dni to za nim w ogóle nie tęsknię, ale jak na przykład umawiamy się w dany dzień i jeszcze spędzamy ze sobą noc, to później mi go brakuje jak cholera. No ale dobra, nie będzie się już w tym temacie rozwodzić : )  Ciekawa jestem jak idzie Wam dieta motylki i ogólnie jak tam u wszystkich samopoczucie. Buziaki przesyłam : )

Po siłowni

A teraz wpis bardziej kierowany do motylków ; )  Ja po wiem tak, nie wierzę w żadne diety cud, które nie zawierają w sobie systematycznych ćwiczeń. Ba, uważam z głupotę psychiczne męczenie się i wyliczanie każdej zjedzonej kalorii. No chyba, że wszystkie jesteście lub chciałybyście zostać modelkami ; ) Tak samo śmieszy mnie jak znajduję się na blogu, w którym dziewczyny, przeważnie nastolatki, ale o zgrozo nie tylko, chcą zrzucić zbędne kilogramy robiąc brzuszki. Czy wy się kiedyś nauczycie, że brzuszki to ćwiczenie anaerobowe, które nie powodują spalania tkanki tłuszczowej tylko rozwój mięśni? Zanim przechodzicie na dietę poczytajcie lepiej najpierw jakie ćwiczenia najlepiej wykonywać i jak prawidłowo się odżywiać. Głodzenie się przez pół dnia i robienie ćwiczeń anaerobowych to jedna wielka głupota.

Ja na przykład mam problemy z wagą jedynie dlatego, że jestem strasznym miłośnikiem słodyczy. I moje przejście na ‚dietę’ polega teraz praktycznie jedynie na tym, że eliminuję je ze swojego jadłospisu. I tak, tak, nie mam zamiaru liczyć ile kalorii ma dane jedzenie. Staram się wybierać zdrowe i pożywne jedzenie, które dostarczy mi energii na cały dzień. Jem parę posiłków, przekąski, ale nic co byłoby nadto chemiczne czy tłuste. Z resztą 1.5 miesiąca temu przeszłam na wegetarianizm. W sumie miało być to tylko ćwiczeniem mojej silnej woli, bo bardzo kocham mięso i chciałam zobaczyć czy wytrzymam bez niego miesiąc. No i wytrzymałam i szczerze mówiąc tak się od niego odzwyczaiłam, że w najbliższym czasie nie planuję powrotu do jedzenia go. Nie uważam się nawet za wegetariankę, po prostu nie jem mięsa i tyle. Z resztą, trudno mówić o sobie jako o wegetariance, skoro jem rybki. A rybki jem, bo jakoś nigdy zbytnio ich nie kochałam, więc nie brałam ich pod uwagę w ćwiczeniu silnej woli. Myślę, że zrzucenie zbędnych kilogramów nie będzie dla mnie wielkim wyczynem. Szczerze mówiąc to nie wiem czy nawet pozwolę sobie na zejście do 49kg, ze względu na to, że tak na prawdę większość mojego ciałka to mięśnie, a nie tłuszcz. A mięśnie już mi się tak rzeźbią przez dłuższy czas, bo chodzę prawie od 2 lat na siłownię. Mój dzisiejszy pobyt na siłowni miał takie oto rezultaty:

  • 20 minut wiosłowania – 180kcal
  • 30 minut trenażera – 270kcal
  • 30 minut steppera – 250kcal
  • 30 minut jazdy na rowerze – 200kcal
  • ćwiczenia na biceps, triceps, mięśnie grzbietowe – 60kcal

I jak widać razem mam spalone 960 kcal : ) Mogę sobie pozwolić na tak dużą i długą ilość ćwiczeń, bo jak widać już przez dłuższy czas uczęszczam na siłownię, więc na drugi dzień nie mam takiego efektu, że nie mogę się ruszyć z łóżka : ) Te ćwiczenia, które wykonuję (wyłączając na górne partie mięśniowe – biceps, triceps i mięśnie grzbietowe) to właśnie ćwiczenia aerobowe, które powinno się wykonywać jeżeli chce się schudnąć! Mam nadzieję, że ten post w jakiś sposób wpłynie na osoby, które totalnie nie wiedzą jak się zabrać za spalenie tłuszczyku.

Nie wiem jak Wam, ale mi podobają się umięśnione kobiety. Oczywiście zdrowo umięśnione! Co to znaczy? Ano to, że nie można ich zaliczyć do ‚pakerek’ lecz osób, na widok których po prostu robi się człowiekowi miło. Dla mnie na przykład taka dziewczyna wygląda ładnie i pociągająco, co Wy na to?

Mania pisania

Wzięło mnie dziś na pisanie, więc piszę póki mam wenę. Humor mi niestety nie dopisuje, wiem czemu, z dwóch powodów, o których aktualnie nie chce mi się mówić drogą elektroniczną. Jestem dosyć nietypową nastolatką. Dlaczego? Nigdy nie przeżywałam typowo młodzieńczej miłości, albo raczej zauroczenia. Nigdy nie zależało mi na związku, bo jestem typem samotnika, który lepiej czuje się we własnym towarzystwie, aniżeli gronie ludzi. Nie oznacza to, że jestem jakaś wynaturzona :) Łatwo nawiązuję kontakty, ale też nie przykuwam do nich zbytniej uwagi. Wracając… Od paru miesięcy mam faceta – 25 latek. Starszy ode mnie o siedem lat. Pewnie wielu z Was stwierdzi, że to nie jest normalny związek. No chyba, że wyrośliście ze stereotypowego postrzegania świata : ). Dogadujemy się ze sobą bardzo dobrze, choć i u nas bywają te lepsze i gorsze dni. Wcale nie jest nam łatwo być razem. Nie raz słyszałam od niego, że na mnie nie zasługuje, że jestem za dobrą osobą. Ale ja kocham go takim, jaki jest. I choć czasami mnie rani, widzę jak bardzo się stara. Co ciekawe, jako miłośnik książek wyczytałam niedawno, że jeżeli facet mówi, że nie zasługuje na naszą miłość to oznacza, że czuje się przez nas niedowartościowany. Długo nad tym myślałam i doszłam do wniosku, że ta definicja do nas nie pasuje. Wiem, że problem tkwi głębiej, że on żałuje często swojego nierozsądnego postępowania i że nie wierzy w siebie samego. Próbuję to zmienić. Może nie o tyle zmienić, ale wspierać go i okazywać mu, jak bardzo go kocham i potrzebuję. O dziwo należy on do gatunku mężczyzn, którzy bardzo wylewnie okazują swoje uczucia. Bardzo często mówi mi, że mnie kocha. Jak jestem z nim to czuję jak całym sobą okazuje mi uczucie. I to jest w nim piękne. I dlatego nie chcę tego stracić, chcę być z nim na dobre i na złe. Wiem, że to nie będzie takie łatwe. Może i dobrze, bo w końcu najcenniejsze jest w życiu to, co przychodzi nam nie na pstryknięcie palcami lecz poprzez systematyczną pracę. A praca nad związkiem to też nie lada wyzwanie.

W każdym bądź razie życzę wszystkim jednego: żebyście zawsze mieli w sobie siłę kochać innych ludzi, niezależnie jacy są. I jeżeli traficie na kogoś wartego Waszej uwagi cieszcie się każdą chwilą tak, jakby jutra miało nie być…

Zawsze coś nie tak….

Staram się podchodzić z optymizmem do życia, ale czasami już i na to nie mam siły. Zrozumieją mnie w szczególności osoby, które wiedzą co oznacza brak kasy. Mama aktualnie nie pracuje ze względu na przestój w firmie, który nie wiadomo ile potrwa… Jej połówka nie ma roboty już od kilku miesięcy… Wyć się chce jak się słucha ich rozmów o kasie. Tutaj na minusie, tam na minusie…. Szkoda słów. Teraz mam tylko w głowie myśl, aby znaleźć sobie pracę. Strasznie mi na tym zależy. I nie ważne, że mam szkołę. Jakoś sobie poradzę pracując na nocki i ucząc się. Mam nadzieję, że uda mi się coś znaleźć. Muszę napisać CV i je wydrukować, a tu znowu problem, bo skończył się tusz w drukarce, a prosić o pieniądze na niego nie uważam za dobry pomysł. Pisząc te słowa właśnie wpadła mi do głowy myśl, że mogę zapisać plik na pendrive i wydrukować to co potrzebuję w szkole. No to bynajmniej jeden problem szybko rozwiązałam :)

A teraz moje głupie słowa : Ile ja dałabym za to, aby wygrać w loterii! No ale z biadolenia jeszcze nikomu nic nie przyszło… Heh, siedzę na podłodze popijając kakao i piszę ten żałosny tekst….. Życie….

Czy w dzisiejszych czasach można jeszcze być perfekcyjnym?

Cześć i czołem wszystkim!

Z dzisiejszym dniem staję się kolejną z miliona osób zakładających blogi. Różne są ich cele – pisanie o swoim życiu, dążeniach, celach; dzielenie się przemyśleniami, pokazywanie swoich talentów itd. Mój blog będzie o temacie znanym praktycznie wszystkim – odchudzaniu. Tak tak, nieszczęsna waga, zawsze dobija człowieka. Tak więc z dniem dzisiejszym chcę dołączyć do grona motylków i uzyskać swój perfekcyjny rozmiar! Oczywiście podczas pisania o swoim zmaganiu się z tłuszczykiem będę również nawiązywać do innych tematów, tych życiowych. Jak u każdego, w moim świecie czasami są powody do radości, a czasami do smutku i chcę się tym z Wami dzielić. Liczę na Wasze wsparcie. Oczywiście i Wy możecie liczyć na nie z mojej strony. Pozdrawiam! :)

 

Ps. Mieć takie ciało jak ona…..marzenie!!!